Satus to sprawił...
Autor tosatus | 12 Wrz, 2009Przyznaję, że nie znam się na kwestiach finansowych, prawnych i tym podobnych. Natomiast zajmuje się nimi spokrewniona ze mną osoba. Któregoś dnia, zupełnie przypadkiem - bo w drodze powrotnej z zakupów - powiedział, że musi podjechać do jednej firmy, gdzie pracuje jego kolega. Miał jakieś sprawy do tak zwanego obgadania.
Pomyślałam,
że nie będę się wlokła autobusem do domu czy tym bardziej taksówką.
Wiecie, ile teraz się wydaje na zakupy... Nawet jak się przygotuje
starannie kartkę z ich listą to i tak na koniec pozostaje zrobienie
wielkich oczu: aż tyle?!
Dlatego na taksówkę postanowiłam nie wydać ani grosza tylko posiedzieć w aucie, aż załatwi swoje sprawy.
Ale Piotrek stwierdził, że to niestety trochę potrwa. Z jednej strony byłam zdenerwowana, bo chciałam już jechać do domu, było gorąco a takie piętnaście minut w samochodzie nie należy do czegoś, czego mi w tym momencie brakowało, z drugiej strony chciałam odpocząć gdzieś w cieniu, pomyślałam, że zaparkuje pod drzewem, zadaszeniem, otworzę drzwi, wyjmę butelkę z napojem (który niestety już nie był chłodny) i poczekam. Dźwiganie toreb, pomimo, że z pomocą i bieganie po markecie z wózkiem nie są moimi ulubionymi zajęciami.
Piotrek jednak stwierdził, żebym zajrzała do firmy bo Satus to przyjemne miejsce, jest klimatyzacja, posiedzę, odpocznę, zobaczę, gdzie pracuje jego kolega a on w tym czasie załatwi co ma do załatwienia. OK- stwierdziłam - w sumie czemu nie. A zatem weszliśmy.
Piotrek przywitał się ze wszystkimi przedstawiając mnie, było mi bardzo miło. Usiadłam w jednym z dużych, ładnych foteli i powiedziałam, że spokojnie zaczekam aż załatwi swoje sprawy. Poszedł na spotkanie a ja oglądałam ściany, meble... Wszystko urządzone nowocześnie, z klasą, stylowo. Może nieco chłodno jak na mój gust, ale firma zajmuje się przecież finansami a nie produkcją zabawek dla dzieci!
I nagle pojawił się on. Nie przeszedł jak kilku innych pracowników wyłącznie grzecznościowo się uśmiechając. Przystanął, spojrzał i spytał, czy mam może ochotę na kawę albo herbatę. Tak, to było uprzejme, ale jakiż on był urzekający! Przez chwilę miałam jakby mgłę przed oczami. Później wszystko się rozjaśniło i wydukałam coś, nie wiedząc, czy chcę kawę, herbatę czy cokolwiek innego... Było mi to całkowicie obojętne. Odfrunęłam.
Za dwie minuty wrócił z kawą. Widocznie chciałam kawę sama o tym nie wiedząc
. Przysział na fotelu obok i spytał, co porabiam. Odpowiedziałam, że
moje zajęcia nie są w żadnym stopniu związane z finansami a zatem
najpewniej nie będzie go to zbytnio interesować i zanudzę... Odrzekł,
że nie, wręcz przeciwnie, z chęcią posłucha o czymś innym. Sam... po
pracy rzeźbi! Urządził w piwnicy mini-pracownię, rzeźbi różne motywy,
głównie zwierzęce. Opowiadał o tym z pasją a ja z równie wielką o swoim
pisarstwie! Wyglądaliśmy zupełnie inaczej, on - garnitur, koszula,
spodnie od garnituru, krawat, zaczesane ładnie włosy, wszystko takie
stylowe i eleganckie, ja: biało-beżowa koszulka z dekoltem, spódnica w
zielono-zółte kreski ukośne i... trampki. Wydawało się, że pasujemy do
siebie jak nie przymierzając, za przeproszeniem, pięść do nosa.
Kiedy Piotrek wrócił wydawało mi się, że minęły trzy minuty a okazało się, że rozmawiał z kolegą pół godziny! Spojrzał na nas widząc, że mamy wspólny język i powiedział, że za chwilkę wróci bo niby coś zostawił w gabinecie kolegi... Dla nas był to znak: wymienić się emailami, numerami telefonów, cokolwiek! Byle mieć kontakt ze sobą. On dał mi swoją wizytówkę (przepraszając, że tak oficjalnie i żebym nie myślała o nim negatywnie a najlepiej przepisała adres email, telefon do notatnika a wizytówkę wyrzuciła do kosza...), ja nabazgrałam na drugiej, którą miał przy sobie, swój telefon komórkowy.
Dziś stanowimy wspaniałą
parę. Nie sądziłam, że taka firma jak Satus będzie miejscem, w którym
poznam człowieka, z którym dzielimy artystyczne pasje i tak doskonale
się rozumiemy. Nigdy nie ufajcie pozorom! Nigdy nie klasyfikujcie z
góry. Życie zaskakuje.